Mama




Moja mama ma na imię Justyna. Urodziła się 14 września 1981 roku w Lęborku jako 3 dziecko mojej babci Marianny i dziadka Henryka. Ma starszego brata Wojciecha, który ma 44 lata i młodszą siostrę Anię, 34 lata.
 Jako dziecko bardzo często jeździła do swoich dziadków na wieś, gdzie spędzała dni na bieganiu po polach, zbieraniu jagód i grzybów w lesie oraz zabawach z okolicznymi dziećmi. W wieku 6 lat poszła do Przedszkola nr 5 w Lęborku, gdzie poznała swoją najlepszą przyjaciółkę Magdę. Ich znajomość rozpoczęła się dość niefortunnie: panie przedszkolanki pomyliły ubranka dziewczynek i wywiązała się w związku z tym bardzo niemiła wymiana zdań między ich rodzicami, lecz ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, dzieci zaprzyjaźniły się, a przyjaźń ta okazała się na tyle trwała, iż przetrwała do dziś.

Po przedszkolu przyszedł czas na szkołę. Wybór padł na Szkołę Podstawową nr 8 im. Mikołaja Kopernika w Lęborku. Uczyła się bardzo dobrze, a jej ulubionymi przedmiotami był język polski, przyroda i historia. Właśnie wtedy zaczęła interesować się strzelectwem, lecz była jeszcze za mała żeby móc zacząć treningi. Magda, która szczęśliwie trafiła z nią do klasy, zaraziła ją miłością do harcerstwa, toteż bardzo szybko trafiła do drużyny harcerskiej, która stała się jej drugim domem. Razem z harcerstwem przyszły długie wycieczki, spływy kajakowe i górskie wyprawy, co również zajęło szczególne miejsce w sercu mojej mamy. W harcerstwie pozostała aż do ostatniej klasy liceum, kiedy to musiała się z nim pożegnać na rzecz wymarzonych studiów w innym mieście.

Również w liceum mogła w końcu na dobre zająć się strzelectwem, które stało się jej pasją. Jeździła na konkursy strzeleckie, nierzadko je wygrywając i przynosząć sławę swojej szkole, czyli II Liceum Ogólnokształcącemu w Lęborku. Czas obecności w nim wspomina bardzo dobrze, zawarła wtedy bardzo wiele znajomości, a niektóre z nich trwają do dnia dzisiejszego. Wtedy też poznała mojego tatę, który był rok starszy od niej.

Po liceum moja mama poszła na studia terapii zajęciowej do Gdańska. Ukończyła je, uzyskując tytuł terapeuty zajęciowego, i rozpoczęła pracę w przychodni lekarskiej. Pracowała z dziećmi chorymi na zespół Downa, autyzm, zespół Aspergera, zespół Hellera i zespół Retta. Dzięki jej pracy z nimi dzieci zaczęły powoli się rozwijać i oswajać z własną chorobą, a także uczyły jak poradzić sobie w życiu. Na ich twarzach zaczęły pojawiać się najpiękniejsze uśmiechy, które były, myślę, największą satysfakcją dla mojej mamy. Wiele z tych dzieci jest dzisiaj samodzielnymi, niezależnymi i szczęśliwymi młodymi ludźmi, którzy nauczyli się żyć ze swoją chorobą i przekuwać jej wady w swoje zalety.

Jej pracę przerwały pośrednio narodziny dzieci, a bezpośrednio wypadek, od którego początek wzięły liczne choroby i schorzenia, które znacząco ją osłabiły i częściowo uniemożliwiły robienie tego co kochała, czyli pracy z dziećmi. Przezwyciężyła jednak własne słabości i dziś dalej wywołuje uśmiech na dziecięcych twarzach.


Imię
Justyna
Wiek
37 lat
Zawód
terapeuta zajęciowy
Wzrost
165 cm
Kolor oczu
brązow








Ulubionym zajęciem mojej mamy w czasie wolnym jest wyszywanie, decoupage, praca w ogrodzie oraz robienie na drutach. Przepada też za wycieczkami rowerowymi i chodzeniem po górach.
Jedną z jej licznych pasji jest gotowanie. Słynie w rodzinie ze swoich przepysznych ciast i jedynych w swoim rodzaju pieczeni. Odkąd pamiętam była namawiana do udziału w jakimś programie kulinarnym, aby o jej talencie dowiedziało się więcej osób,
lecz jest ona niechętna co do tego pomysłu. Mówi, że w zupełności wystarczy jej nasze uznanie i że nie potrzebuje sławy ani rozgłosu.

Moja mama lubi też czytać. Szczególne miejsce na jej półce zajmują książki Jane Austen, sióstr Brontë, Agathy Christie, Arthura Conan Doyle'a i George'a Orwella, a wśród polskich autorów główne miejsce zajmują pozycje z dorobku pisarskiego Joanny Chmielewskiej, Olgi Tokarczuk, Andrzeja Pilipiuka oraz Katarzyny Nosowskiej.